infoCAR

RedutaPWPW
Zaloguj się

Legendy WORD: Rzeszów

Utworzono: 28-07-2017 15:19

Wydawać by się mogło, że praca egzaminatorów jest monotonna i nudna. Jest jednak wręcz przeciwnie. O najciekawszych sytuacjach z historii Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Rzeszowie opowiadają nam: dyrektor - Janusz Stachowicz i egzaminator nadzorujący - Robert Drozd.

Materiały własne InfoCar

Materiały własne InfoCar

Masaż

Podczas egzaminu w ruchu drogowym kandydatka na kierowcę ciągle najeżdżała na studzienki kanalizacyjne, które akurat znajdowały się nieznacznie poniżej nawierzchni poziomu jezdni.
W końcu egzaminator zapytał: „dlaczego pani ciągle najeżdża na te studzienki”? Kobieta
z rozbrajającym uśmiechem oznajmiła: „proszę pana, ja chciałam panu masaż zrobić”.

Zaangażowana

Podczas egzaminu na placu manewrowym osoba egzaminowana jadąc pasem ruchu do tyłu, potrąciła pachołek. Egzaminator powiadomił kobietę o wyniku negatywnym i zakończeniu egzaminu. Egzaminowana kobieta powiedziała wówczas: „da mi pan jeszcze jedną próbę, przecież ja byłam taka zaangażowana w jazdę”. Ciężko powiedzieć co miała na myśli, ale niestety potrącenie pachołka skutkowało zakończeniem.

Kary cielesne?

Podczas egzaminu na kategorię C w ruchu drogowym egzaminowany mężczyzna nie zastosował się do znaku STOP. Egzaminator pyta: co pan zrobił? Nie zatrzymał się pan na znaku STOP, a dotychczas wszystko tak ekstra szło. Na co egzaminowany stwierdza: lej pan w łeb, ale stopa pan daruj!

 

Dyrektor WORD Rzeszów Janusz Stachowicz

Zgłaszam nieprzygotowanie

Podczas egzaminu na placu manewrowym do egzaminatora podchodzi wyczytana osoba i mówi, że niestety jest nieprzygotowana. Młody mężczyzna stwierdził: „nie będę zdawał, zapomniałem butów”. Okazało się, że kandydat na kierowcę przyszedł do WORD w domowych kapciach typu pantofel. To co prawda nie dyskwalifikowało go z egzaminu, ale skoro nie czuł się pewnie i nie chciał przystąpić do jazdy, to egzamin nie odbył się.

Selektywne prawo jazdy

Podczas dojeżdżania do WORD, starsza osoba egzaminowana z rezygnacją w głosie mówi do egzaminatora: „panie egzaminatorze, niech mi pan zaliczy ten egzamin, ja tylko żonę chcę do lekarza wozić”. Na to egzaminator z żartem powiedział: „nie ma sprawy, gdzie pan mieszka”? Mężczyzna podał miejsce zamieszkania, potem adres ośrodka zdrowia - egzaminator udając, że zanotował adres, czyta zdającemu – „Wydać prawo jazdy na odcinku z miejscowości X do ośrodka zdrowia w Leżajsku”. Na co starszy pan – „a mógłby jeszcze pan dopisać, że do kościoła i na pocztę po rentę”? Tego egzaminator już nie wytrzymał, roześmiał się i powiedział, że egzamin jest zaliczony w całości, że pan wykonał przejazd prawidłowo, że i tak otrzymałby wynik pozytywny. Panowie jeszcze chwilę pośmiali się w aucie, omówili egzamin, a starszy mężczyzna mógł potem jeździć nawet dalej niż do Leżajska.

Podwójny gaz

Podczas egzaminu na kategorię C+E egzaminator wsiada do kabiny, w której był już egzaminowany mężczyzna i natychmiast wyczuł woń alkoholu. Wezwana na miejsce policja zbadała poziom alkoholu
w wydychanym powietrzu i było to aż 1,6 promila! W tej historii najbardziej przerażające jest to, że ten mężczyzna przyjechał do Rzeszowa samochodem, a miał do pokonania około 100 km! Kandydat na kierowcę został zatrzymany przez policję.

Problem z celnością

Dawno temu, gdy jeszcze egzamin teoretyczny zdawany był z wykorzystaniem papierowych testów, zdarzył mi się egzaminowany, który bełkoczącym głosem stwierdził, że czegoś nie rozumie. Gdy podszedłem do niego okazało się, że był tak pijany, że nie trafiał w rubryki, gdzie trzeba było wpisać imię i nazwisko oraz PESEL. Egzaminowany zgodnie z przepisami został wyproszony z sali i nie zdał egzaminu.

 

Egzaminator nadzorujący WORD Rzeszów Robert Drozd

Wiadukt imieniem egzaminatora

Za czasów początku WORD mieliśmy w zespole starszego egzaminatora, który zazwyczaj egzaminował na kategorię B i zawsze jeździł tą samą trasą. Pewnego razu został wyznaczony do egzaminowania na kategorię C i z przyzwyczajenia pojechał swoją codzienną trasą. Niestety okazało się, że zlokalizowany po drodze wiadukt kolejowy jest zbyt niski i ciężarówka nie mieści się pod nim. Kierowca musiał wycofać, co oczywiście było problemowe. Potem panowie kontynuowali egzamin. Minęły dwa tygodnie i sytuacja powtórzyła się z innym kierowcą. Od tamtego czasu rzeczony wiadukt w środowisku WORD i szkół jazdy, nosi imię wspominanego egzaminatora, jest to oczywiście nazwa nieoficjalna, więc nie zdradzamy, o jakie imię chodzi.

Niska zdawalność – sposób na zysk

Do gabinetu dyrektora wpada rozzłoszczony ojciec kandydata na kierowcę i z progu oświadcza, że to jest skandal, że jego syn jeździć umie, a już 15 raz go oblaliśmy. Poprosiłem go o uspokojenie nerwów, że zaraz wszystko sprawdzimy. Ojciec był policjantem, który specjalnie na ten dzień wziął urlop, żeby przyjechać do nas z oddalonego miasta, miał na tę okoliczność przygotowane stosowne upoważnienie. Po chwili okazało się, że syn tego pana na egzaminie był raz, był to egzamin teoretyczny i nie został zaliczony – więcej go w WORD nie widziano.
 
„Papiery nie przeszły”

Do WORD dzwoni starszy mężczyzna z pretensjami, że „w wydziale komunikacji jego synowi nie chcą wydać prawa jazdy, mówią tam, że nie mają jego papierów - pewnie wy czegoś nie przesłaliście” - stwierdził. Powiedziałem tylko, że niestety nie mogę udzielać takich informacji. Dla swojej ciekawości sprawdziłem
i okazało się, że syn tego pana w WORD nie był ani razu i nie ma jego dokumentów.

Złośliwi egzaminatorzy

Kilka lat temu mieliśmy kandydata na kierowcę, który zdał egzamin za drugim razem. Na tym nasza znajomość powinna się zakończyć, aż tu nagle do WORD przychodzi ojciec wspominanego młodego człowieka z pretensjami, że on tyle pieniędzy na te egzaminy płaci, syn nie może zdać, a sprawa ciągnie się od miesięcy. Mężczyzna wspomniał o złośliwości egzaminatorów, głupich przepisach, że uczciwych ludzi obskubujemy z pieniędzy itd. Prawda okazał się być zupełnie odwrotna.

Oblany na zielonym świetle

Ojciec kandydata na kierowcę przyjeżdża wraz z synem do WORD w celu złożenia skargi. Pan mówi: „ja swojemu dziecku wierzę i on powiedział, że egzaminator zatrzymał mu samochód, gdy miał zielone światło i bezczelnie oblał za niewinność. Tak proszę państwa nie będzie!” Wszyscy razem obejrzeliśmy nagranie z tego egzaminu i okazało się, że faktycznie egzaminator wyhamował pojazd, ale nadawany był wówczas sygnał czerwony. Gdy ojciec egzaminowanego to zobaczył, wstał i mówi do syna, „to ja biorę urlop, jadę tyle kilometrów, bo ci wierzę, a ty mi takie coś robisz?!” Panowie szybko opuścili WORD, ale głos rozzłoszczonego ojca był jeszcze długo słyszalny.

 

Podziel się